Recenzje w 2 minuty: Rawhead rex
Historyk Howard Hallenbeck, podróżuje, z rodziną, po Irlandii, zbierając materiały do książki, o kościołach, zbudowanych na pogańskich miejscach kultowych (w Irlandii trochę tego jest). Gdy zatrzymuje się, w zadupiastej wiosce Rathbone, jego uwagę przykuwa witraż, w miejscowym kościele. Przedstawia on; wielkiego, paskudnego potwora, powalonego promieniem światła, z dziwnego przedmiotu, trzymanego przez postać w kapturze.
W tym samym czasie, miejscowy rolnik, z sąsiadami, próbuje obalić wielki kamień, stojący na jego polu. Odnosi częściowy sukces: udaje mu się przewrócić kamień, ale zaraz potem, uwięziony pod nim wielki, paskudny potwór (dziwnie podobny do tego z witraża), odgryza mu twarz.
Uwolniony potwór, wybiera się na wycieczkę po okolicy; mordując ludzi, niszcząc domy, i ogólnie zachowując się jak totalny palant. Jedyne, czego zdaje się bać to: kobiety w ciąży i COŚ schowane w ołtarzu w kościele.
Kiedy potwór atakuje rodzinę Hallenbecka i zabija jego syna, historyk postanawia dopaść bydlaka. Klucz do zwycięstwa, leży w witrażu i tajemniczym przedmiocie ukrytym w kościelnym ołtarzu.
„Rawhead rex”, to jeden z najbardziej Freudowskich filmów, jakie widziałem. Wielki potwór, będący uosobieniem brutalnej samczości, morduje ludzi bez opamiętania i może go powstrzymać, tylko jego przeciwieństwo – kobiecość, rozumiana jako płodność. Dodajmy, że potwór był uwięziony, pod ogromnym, fallicznym kamieniem i mamy niezłą metaforę walki płci. Trudno mówić o podtekście, w co drugiej scenie, w dole ekranu, mógłby migać czerwony napis „symbolika seksualna”. Nie ma w tym nic dziwnego, bo autorem scenariusza (i opowiadania, na którym jest oparty) był Clive Barker, a on lubi takie klimaty.
Pomimo ciekawego pomysłu na fabułę i niezłej gry aktorów, „Rawhead rex” to raczej średni film. Ma kilka niezłych momentów, na przykład atak potwora na osiedle przyczep campingowych, ale mimo to, czegoś mu brakuje. Nie chodzi tu o potwora, jest całkiem fajny, chociaż lepiej nie oglądać go z bliska. Po prostu mam wrażenie, że filmowcy mogli bardziej się postarać. Mimo to, warto go obejrzeć, choćby po to, żeby poznać pierwsze filmowe wprawki Barkera, przed „Helraiserem”.
Najlepsze momenty:
- Falliczna skała
- Brutalny Irlandzki Akcent
- Chyba gdzieś w pobliżu trwa pojedynek nieśmiertelnych
- Wielki potwór, w ósmej minucie filmu, nieźle.
- Ołtarz pod napięciem.
- Podaj mi dłoń, hehehe.
- Cycuszki
- Złoty deszcz, w wykonaniu wielkiego potwora. Czegoś takiego nie widzi się na co dzień.
- Hej, kto włożył żarówkę, do ołtarza.
BONUS: finałowa scena filmu. Wagina-fu.


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz